sobota, 30 grudnia 2017

Rozeznawanie powołania

Coraz częściej zaczęłam widywać siostry zakonne, coraz mocniej czuć że właśnie tak chce służyć, dlatego myślałam nawet o przerwaniu nauki w studium i wstąpieniu do zakonu już, tak mocno pragnęłam. Kiedy koleżanka zapytała mnie do jakiego zakonu chce wstąpić nie wiedziałam co odpowiedzieć, wpisałam w wyszukiwarce zakony w Lublinie i pierwszy pokazał się zakon Kapucynek, które zajmują się dziećmi a ja uczę się obecnie na Terapii Zajęciowej zrozumiałam że nie muszę rezygnować bo przyda mi się, Bóg pokazał mi że nie przypadkowo zmieniłam kierunek. Kapucynki zajmują się dziećmi ja powiedziałam sobie że jak założe rodzinę jedno adoptuje bo mój ulubiony fragment z Pisma Świętego to :
„I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje”
nie szukałam dalej, choć zastanawiałam się nad innymi.


Bóg dał mi znak, pomógł odnaleźć zakon. Stałam któregoś dnia pod zakrystią, pomagałam w sprzątaniu, przechodził Ksiądz i zapytał o mojego chrześniaka, odpowiedziałam mu. Na co on zapytał:  
- kiedy będziesz miała swoje? bez namysłu odpowiedziałam że nie będę, zastanawiam się dlaczego tak powiedziałam, a on kolejne pytanie - idziesz do zakonu? na co ja tak, znowu zastanawiam się dlaczego tak powiedziałam a Ksiądz kolejne pytanie: a wiesz już jaki? dzień przed szukałam, więc odpowiedziałam, że kapucynki. On sięgnął po telefon i mówi, że to super on ma numer do jednej kapucynki to zadzwoni, Ksiądz lubi żartować ale nie tym razem przywitał się i podał mi telefon myślałam, że żartuje ale jak wzięłam telefon odezwała się siostra, długo rozmawiałam z nią, podała mi strone gdzie znalazłam do niej e-maila i tak zaczęłam do niej pisać.
Chodziłam codziennie na Eucharystie słuchać Słowa Bożego, które było dla mnie drogą Bóg odpowiadał mi na moje pytanie właśnie w Słowie Bożym podczas Eucharystii albo modlitwy. Zawsze przed Eucharystia czytałam Słowo Boże na dany dzień modliłam się i szłam na Eucharystie. Pewnego dnia nie zdążyłam przeczytać Ewangelii jaka będzie na Eucharystii i przed Mszą pomyślałam że może skoro Bóg odpowiedział mi ostatnio na pytanie to i teraz odpowie więc przed Mszą zapytałam Boga co mam robić, czy to jest to co tak mocno czuje. Pierwsze czytanie: że słowo Boże jest żywe i skuteczne, psalm że słowa Pana są duchem i życiem wprowadziło mnie to do Ewangelii zrozumiałam że słowa jakie powie do mnie teraz Bóg będą ważne, żywe że przemówi do mnie Bóg i usłyszałam o powołaniu Lewiego i słowa " Pójdź za mną" .Dużo zrozumiałam, Bóg ponownie odpowiedział na moje pytanie, wątpliwości, a po Mszy gdy wracałam do domu zaczepiła mnie starsza kobieta i zaczeła ze mną rozmawiać, powiedziała mi że mam urodę siostry zakonnej. Jedno pytanie a tyle odpowiedzi. Po tym dniu zrozumiałam że powinnam pojechać na rekolekcje powołaniowe.


poniedziałek, 16 października 2017

Spowiedź generalna

Po spowiedzi generalnej i zamknięciu furtek dla złego ducha, otworzyłam drzwi Chrystusowi, dostrzegłam że to On mnie prowadzi, że jest moim Pasterzem ja jego owieczką, której On strzeże i pilnuje i nawet jeżeli zbłądzę On mnie szuka i wskazuje drogę.
On mi pokazuje jaki jest dobry, On przyszedł na ziemie żeby służyć a nie żeby Mu służono, tego i ja pragnę się uczyć służyć drugiemu człowiekowi. Po tej spowiedzi, gdy wróciłam do domu rozważałam słowo Boże ze Szkoły Modlitwy i właśnie pisało o walce ze złem, że Jezus również był kuszony, dlatego wiem że gdy będę bliżej Chrystusa On pomoże mi walczyć z moimi grzechami słabościami a Jego promienie będą dawały mi światło na moje życie i za światłem pragnę iść i dążyć do świętości. Czułam się jak bym się znowu urodziła z czystym sumieniem choć wiedziałam będę grzeszyć bo przecież jestem grzesznikiem, ale wiedziałam i wiem że zawsze będę mogła przyjść i wyznać Mu moje grzechy a On pomoże mi z nimi walczyć. Bo z sercem jest trochę jak z pokojem gdy jest bałagan nie ma jak się ruszyć podobnie jest z sercem Bóg nie ma miejsca na działanie, dlatego pragnie abym przychodziła do Niego i z ufnością wyznawała swoje grzechy a On oczyści z grzechu moje serca i ważne jest abym takie porządki robiła regularnie.
Po tygodniu od  spowiedzi generalnej i zamknięcia furtek czułam owoce tej spowiedzi, czułam siłę do walki z moimi słabościami i w domu zaczeło się układać ja zaczęłam rozumieć rodziców a oni starali sie zrozumieć mnie, usłyszałam ważne słowa od mamy. Może oni potrzebowali świadectwa ja zapragnęlam być dla nich dowodem że Bóg jest i czuwa nad naszą rodziną i nie przypadkowo Bóg dał mi takich rodziców a rodzicom takie dzieci, jesteśmy po to aby się wzajemnie dopełniać, aby tworzyć wspólnotę rodziny.


Ciągle czułam że chce być jeszcze bliżej robiłam wszystko by dobrze rozeznać i być bliżej Boga. Ks Józef poprosił mnie i siostrę byśmy pomagali przy kursie Alfa prowadzonych dla młodzieży i zgodziliśmy się. Wiedziałam że każda nowa funkcja pogłębi moją wiarę, zbliży do Boga i pomoże rozeznać. Nie myliłam się wszystko to umocniło moją wiarę i pomogło rozeznać powołanie i podjąć decyzję.
Spowiedź generalna była przełomem w moim życiu umocniła moją wiarę i rozpaliła ogień w moim sercu, chęć dzielenia się z innymi swoją  wiarą, ale przede wszystkim  siłę i odwagę do dawania świadectwa. Nie potrafiłam poprostu nie mówić o Bogu, tym bardziej że Bóg każdego dnia był ze mną i dawał mi znaki a raczej pozwalał doświadczać Swojej obecności poprzez wydarzenia, rozmowy i rozważanie Słowa Bożego, ale o tym dalej...

czwartek, 28 września 2017

Rozeznawanie powołania

Rozeznawanie powołania nie jest łatwą drogą przechodzi się przez piękne chwilę ale też zdarzają się upadki i kryzys nie tylko powołania ale i wiary i tak też było ze mną
Łatwiej było mi rozmawiać z obcymi ludźmi niż z rodziną. Często wracając z Kościoła ktoś mnie zaczepiał i opowiadał o swoich problemach. Zastanawiałam się wtedy co jest we mnie takiego że nieznane mi osoby zwierzaja mi się ze swoich problemów i czego ode mnie oczekują mogłam się tylko modlić i może o to chodziło. Modliłam się i im bardziej się angażowałam tym bardziej chciałam oddać się Bogu cała idąc do zakonu. Sama zaczęłam modlić się o swoją drogę i podczas modlitwy pojawiła się myśl jak powiedzieć o zakonie rodzicom. Wydawało mi się to trudne, zaczęłam się modlić że jeżeli Bóg chce to żeby pomógł mi jakoś. Długo nie czekałam. Którejś Niedzieli na Mszy na której byłam z tata, Siostra Zakonna mówiła świadectwo swojego powołania mówiła o tym jak jej rodzice to przyjeli. Wracając z Kościoła dotknięta świadectwem pomyślałam że to dobry czas i postanowiłam że powiem swojemu tacie o swoich planach. Słowa taty mi pomogły było mi lżej i czekała mnie rozmowa jeszcze z mama a to było dla mnie trudniejsze. Tak jak się obawiałam mama zapytała mnie dlaczego i próbowała przekonać że nie jest to dobry pomysł. Nie było łatwo ale modliłam się i szłam dalej.


Bóg zaczął odpowiadac na moje pytania poprzez kazania czy Słowo Boże. Podczas jednego z kazań Bóg dał mi swiatło na moje życie, zrozumiałam jak pięknie mnie prowadzi a wszystko zaczeło się właśnie od wspólnoty najpierw jednej później drugiej i trzeciej ciągle było mi mało i przez wspólnoty Bóg dawał mi Siebie i Swoją Miłość poznawać. Ks Józef pomógł mi się przygotować do spowiedzi generalnej i mnie wyspowiadał  i poprzez spowiedź generalna Bóg oczyścił moje serce gdzie miał miejsce na działanie i dał mi poczuć Swoją  obecność,  zrozumiałam że jest dla mnie drogowskazem. Najpierw mnie przygotowywał zrobił miejsce w moim sercu na Swoje działanie a później pięknie  mnie prowadził. Jak znaki drogowe kierował na drodze mojego życia, zrozumiałam że zarówno życie jak i powołanie należy pielęgnować bo jest darem od Boga, ważne jest właśnie by mieć chęć się zmieniać, nie poddawać się i nawet czasami jak nie wychodzi próbować dalej więc próbowałam dalej. Spowiedź generalna była przełomem w moim życiu i dużo zmieniła ale o tej spowiedzi napiszę dalej.

piątek, 22 września 2017

Seminarium Odnowy Wiary

Usłyszałam że w parafii ma być Seminarium Odnowy w Duchu Świętym i pomyślałam że może Duch Święty pomoże mi rozeznać. Chodziłam na spotkania coddziennie rozważaliśmy Słowo Boże. Miałam już trzy wspólnoty, codzienna Eucharystia i dalej było dla mnie mało. Zaczęłam myśleć nad przerwaniem nauki i wstąpieniem do zakonu.
W relacji z Panem Bogiem ważne było i jest zaufanie, ja powierzalam Jemu wszystkie moje troski i problemy bo wiedziałam że mi pomoże. Jezus przez swoją Śmierć Krzyżową i Zmartwychwstanie zesłał nam na ziemie Ducha Świętego. A dlaczego zesłał? Bo nas kocha i dotrzymuje danego słowa, dał również nam łaskę wiary, On nam ufa i my musimy mu zaufać.


 Podczas tego Seminarium Odnowy Wiary ogłosiłam Jezusa Panem mojego życia i zapragnęłam aby to On przeprowadził mnie przez życie bo Jemu zaufałam. Na koniec Seminarium była modlitwa wstawiennicza bardzo sie bałam tej modlitwy widziałam jak większość osób upada a ja bałam się tego spoczynku. Kiedy Ksiądz modlił się nademna ja myślałam tylko o tym by nie upaść. Po modlitwie Ksiądz powiedział że nie upadłam bo nie potrzebowałam spoczynku. Pomyślałam wtedy że on czyta w myślach i troche mnie to przerażalo. Na którymś spotkaniu podszedł do mnie Ksiądz który już był w parafii i zajmował się młodzieżą i powiedział mi imię i nazwisko nowego Księdza który ma przyjść do parafii i najprawdopodobniej ma zajmować się tą wspólnota która powstała po Seminarium Odnowy Wiary. Od razu skojarzyłam że to ten Ksiądz który wtedy modlił się nademna i postanowiłam że napewno nigdy do niego do spowiedzi nie pójdę . Jednak Bóg miał inny plan. Ksiądz ten został opiekunem wspólnoty jaka powstała po Seminarium. Na jednej ze Mszy chciałam pójść do spowiedzi i postanowiłam że pójdę do Proboszcza bo w konfesjonale bo byłam pewna że to on siedzi w tym konfesjonale, zawsze tam spowiadał. Zapytałam dla pewności siostry czy tam siedzi Proboszcz ona do mnie że pewnie tak więc poszłam. Kiedy zaczęłam się spowiadac zza krat usłyszałam głos Księdza Józefa (bo tak się nazywał Ksiadz którego tak się bałam) chciałam wstać ale pomyślałam że to nie na miejscu więc dokończyłam spowiedź. Po spowiedzi było innaczej niż zwykle nie tylko lżej ale słowa które powiedział wtedy do mnie Ksiądz poruszyły mnie jak by przez tego Księdza sam Bóg do mnie mówił więc  poprosiłam Księdza by został moim stałym spowiednikiem i sie zgodził. Rozmawiałam z nim, spowiadał  mnie a później pomagał mi duchowo i w drodze rozeznawania powołania a także wtedy kiedy było mi ciężko.

niedziela, 10 września 2017

Pragnienie

Przed maturą zaczęłam odczuwać bardzo mocno że chce oddać się Bogu cała bo nie potrafie już innaczej żyć, żyć bez Boga nie umiałam. Zmienił się proboszcz w parafii, który wcześniej był kapelanem w szpitalu i na jego pierwszym kazaniu usłyszałam jak porównuje szpital do Kościoła. Zrozumiałam wtedy że tak jak chorzy potrzebuja lekarza tak grzesznicy potrzebują Boga. Pomyślałam wtedy że może nie o takie leczenie chodzi że może nie ratownictwo medyczne a pomoc niewierzącym by uwierzyli i nie pierwsza pomoc a modlitwa. To było mega uczucie że Bóg potrzebuje mnie nie rozumiałam po co ja taka słaba Bogu ale podobało mi się to uczucie.

Byłam niedowiarkiem. Zaczęłam więc wystawiać Boga na próbę. Powiedziałam Bogu że jeżeli każdego dnia spotkam choć jedną Siostre Zakonna to pójdę do zakonu. Każdego dnia spotykałam Siostry Zakonne jadąc autobusem, idąc do szkoły ale pomyślałam że to przecież głupie, to proste że będę spotykać Siostry Zakonne na co dzień bo jest ich dużo. W mojej parafii obok której przechodziłam codziennie są Siostry Zakonne więc je spotykałam. Zdałam mature ale stchorzylam, nie poszłam do zakonu. Przez prace z niepełnosprawnymi którym pomagaliśmy stwierdziłam że pójdę na studium medyczne na terapie zajęciowa i tak zrobiłam. Pewnego dnia napisała do mnie pani która nam pomagała, wysyłala między innymi rzeczy dla tych dzieci z domu dziecka które odwiedzaliśmy. Napisała że moje nazwisko w jej języku oznacza wędkę i że to ja jestem tą wędkarką dusz dla Pana Jezusa. Znowu więc zaczęłam mieć wątpliwości i pytać. Będąc na studium zaczęłam czuć niedostatek czasu spędzanego z Bogiem. Byłam codziennie na Eucharystii miałam dwie wspólnoty i dalej mi czegoś brakowało.

sobota, 9 września 2017

Jak to wszystko się zaczęło?

Wolontariat to była moja pierwsza wspólnota. Spotykaliśmy się w soboty. Czekałam cały tydzień by w sobotę pójść na spotkanie. Robiliśmy kiermasze i z pieniędzy  zebranych kupowaliśmy potrzebne rzeczy i zawoziliśmy do domu dziecka. Chodziliśmy do domow do osób samotnych na terenie parafii robiliśmy im zakupy i spędzaliśmy poprostu czas z tymi osobami. Prawie zawsze słyszałam słowo "dziękuję" i to dawało mi siłę nawet gdy jej już brakowało. Spotykaliśmy się też w celu integracji na zabawie, ale też na wspólnej modlitwie i Eucharystii. Wtedy tak naprawdę zapomniałam o wszystkim. Nie miałam już czasu na głupoty i picie alkoholu. Miałam zajęcia, przygotowanie do matury. Odrabialam lekcje, uczyłam się a później szłam do Kościoła by swój czas poświęcić osobom potrzebującym, potowarzyszyć  samotnym i to było lepsze niż picie alkoholu w ukryciu i bójki.
Coraz bardziej podobało mi się spędzanie mojego czasu w ten sposób, spędzanie czasu z Bogiem. Pamiętam dzień kiedy po raz pierwszy podczas Mszy byłam nie w ławce lecz na ambonie i czytałam czytanie. To było bardzo stresujące, ale wtedy doceniłam tych którzy czytają, że muszą pokonać stres i robią to dla innych by im służyć. Zaczęłam wsłuchiwać się więc w Słowo Boże czytane podczas Eucharystii. Chciałam być jeszcze bliżej. Pewnego dnia ks Tomasz opiekun wolontariatu zaproponował naszej trójce to znaczy mi Agnieszce i mojej siostrze spotkanie ze studentami nic więcej nie powiedział. Tylko to żebyśmy pojechali i pomogli robić aniołki na kiermasz tyle wiedzieliśmy. Kiedy pojechaliśmy na spotkanie okazało się że ci studenci należą do Lubelskiej Wspólnoty Wiara i Światło.

Wspólnota ta opiekuje się osobami niepelnosprawnymi i wyjeżdżają z nimi na rekolekcje i dlatego też organizują kiermasze by pomóc finansowo tym którzy nie mają za co pojechać na rekolekcje a pragną. Pojechaliśmy kiedyś z siostrą na takie właśnie rekolekcje z tą  wspólnotą. To był niezapomniany czas. Dla mnie zadziwiające było z jaką łatwością Ci ludzie się modlą ich modlitwa. To właśnie Ci ludzie pokazali mi jak łatwa może być modlitwa. Nie tylko wyuczone fomułki na pamięć ale prosta modlitwa z Bogiem, rozmowa pomiędzy mną a Nim.
Zaczęliśmy się angażować w tą wspólnotę  aż w końcu poprostu w niej byłyśmy. Ta wspólnota pokazała mi też jedność różnych osób, że nie ważne kim jesteśmy ale ważne że mamy tego samego Tate, choć różni w oczach ludzi ale tacy sami w oczach Boga.

środa, 6 września 2017

Ostatnia rozmowa

Ostatnia rozmowa z dziadkiem bardzo mnie zmieniła, zmieniła moje patrzenie na innych, na słabszych i cierpiących. Poprosił mnie wtedy bym mu obiecała że zdam maturę i będę dobrym czlowiekiem. Tak więc zrobiłam obiecałam wtedy lecz nie wiedziałam że widze go ostatni raz. Później trafił do hospicjum i tam umarł. Bardzo za nim płakałam, brakowało mi go, świeta bez niego nie były już takie same. Po jego śmierci zapragnęłam pomagać osobom potrzebującym, cierpiącym pomyślałam wtedy o wolontariacie po raz pierwszy.


Kiedy szłam do Bierzmowania szłam z pełną świadomością do tego Sakramentu, cieszyłam się. Bardzo dużo się modlilam przed zmianą szkoły o dobrą klasę by mnie zaakceptowali nie odrzucili. Sama śmiałam sie ze słabszych, piłam alkohol, nie uwazalam na zajeciach. Chciałam jakoś zagłuszyć swoje sumienie to co robie złego więc robiłam też dobre rzeczy. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie koleżanka że zakłada wolontariat przy kościele że przyszedł nowy Ksiądz i będzie sie tym zajmował. Zastanawiałam się nad tym i przypomniała mi się obietnica jaką złożyłam dziadkowi przed śmiercią. Zgodziłam się, poszłam na spotkanie, spodobało mi się i już tam zostałam.

Resztę o wolontariacie dalej...

Trudny czas

Kiedy byłam w drugiej klasie moja mama dostała zawału. Wtedy byłam zagrożona z chemii, koleżanka Ida która nie śmiała się ze mnie pomagała mi. Uczyła mnie chemii w moim pokoju .Wiedziałam że mama się zle czuje bo tak czuła sie od rana ale kiedy przez okno zobaczyłam ratownikow medycznych przestaraszylam sie. Wyjrzalam przez uchylone drzwi i usłyszałam tylko zdanie lekarza" pani ma zawał " przestraszyłam się, odprowadzilam kawałek koleżankę i czekałam tylko na informacje od taty który pojechał za mamą do szpitala. Czekałam by dowiedzieć się jak czuje sie mama. Wtedy zaczęłam być odpowiedzialna. Zaczęłam prać i pomagać babci która wtedy przyjechała by pomóc tacie w opiece nad nami. Mamy wtedy długo nie było w domu najpierw szpital później senatorium. Odwiedzaliśmy mame. Moje oceny sie polepszyly lubiłam mamie przynosić dobre oceny by była zadowolona by poczuła się lepiej i wróciła do nas. Po tym jak karetka zabrała mamę ja bardzo chciałam  zostać ratownikiem medycznym, spodobała mi się praca ratowników, chciałam być jak oni.


 Niedługo później zmarł mój dziadek był mi bardzo bliski. Lubiłam z nim żartować. Często się modlił, zabierał mnie do Kościoła. Modlił się często różańcem jednocześnie rozmawiając ze mną. Nigdy nie zapominał o Bogu. Śniadanie mogłam zjeść dopiero po porannej modlitwie, bardzo tego pilnował. Mówił mi o Bogu i dawał mi często świadectwo swojej wiary. Wtedy miałam bardzo trudny czas, było ciężko akceptować to wszystko ponieważ nie dzieliłam się tym z nikim. Radziłam sobie swoimi sposobami. Podczas wychowania fizycznego w szkole każdy mnie odrzucał, nie chciał do swojej drużyny. Nie mogłam dalej tego znosić to bolało więc złamałam specjalnie rękę by nie ćwiczyć i udało się. Byłam z tym sama poprostu sobie nie radziłam a modlitwa była wtedy dla mnie przymusem. Modliłam się bo mi kazano a nie dlatego że chciałam.
W następnym wpisie przeczytacie o tym jak wpłynęła na mnie ostatnia rozmowa z dziadkiem ...


wtorek, 5 września 2017

Dzieciństwo

W szkole podstawowej przynajmniej w tych pierwszych klasach uczyłam się bardzo dobrze, lubiłam szkołę. Moje problemy zaczęły się od 4 klasy szkoły podstawowej. Zawsze miałam dobry kontakt z siostrą z bratem było różnie. Brat bardzo mnie zranił lecz tak jak pisałam ja mu wybaczylam to mój brat kocham go, dlatego też zdecydowałam jednak, że nie będę pisać dokładnie o co chodzi. Napisze tyle, że to co zrobił miało swoje konsekwencje później.


Kiedy poszłam do gimnazjum byłam przez to wszystko bardzo skryta i zamknięta w sobie. Bałam się chłopaków, nie umiałam rozmawiać z rówieśnikami. Praktycznie cała klasa mnie ranila wyśmiewali się ze mnie no oprócz jednej koleżanki, miała na imię Ida i bardzo mi pomagała. Czekałam aż skończy się te 3 lata. Miałam też problemy w nauce. Zaczęłam odreagowywac pijac alkohol z koleżankami z osiedla, wdawalam sie w bójki nie wiedziałam wtedy jeszcze że naśladuje wydarzenia ktorych sama byłam świadkiem więc też nie widziałam w tym nic złego. Chciałam czuć się silniejsza żebym to nie ja się bała ale żeby to inni bali się mnie. Myślałam wtedy, że zasłużyłam na to wszystko, ale to wobec wszystkiego dziś to nic. Wtedy sama nie byłam w porządku ani wobec siebie ani wobec innych a nawet wobec Boga. Jak można dostrzec Bożą Miłość nie chcąc jej widzieć. Jak można otrzymać pomoc nie prosząc o nią. Poprostu się nie da. Wtedy nie chciałam pomocy nikogo nawet Boga  sama sobie byłam bogiem uważałam że zasługuje na to po tym co zrobiłam sama, że też sama sobie poradzę. Nie mówiłam też nic rodzicom. Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam, ale o tym przeczytacie dalej...

Od początku

Na początku chciałabym Was prosić, żebyście nie oceniali ludzi o których będę pisać, ja im przebaczyłam. Ludzie którzy mnie zranili sami są poranieni, ale może nie potrafią oddać tego Bogu, nie potrafią Jemu zaufać tak jak ja Jemu ufam, choć nie zawsze. Mam wzloty i upadki jak każdy, ale On pomaga mi wstać za każdym razem kiedy proszę Go o pomoc.
Chcę opisać Wam swoją historie od początku do końca. To co wydarzyło się w moim życiu to już było chcę się z Wami tym podzielić i pokazać Wam że mocą Boga można wybaczyć wszystko i pokochać każdą osobę nawet tą która tak mocno nas zraniła.

Urodziłam się 31 sierpnia 1992 roku w Lublinie i tu się wychowałam. Rodzice wybrali dla mnie imię Joanna, ale jeszcze przed rodzicami to imię i rodzinę wybrał dla mnie Bóg. Kiedy się urodziłam miałam już starszego brata, miał wtedy dwa lata. Kiedy ja miałam dwa lata urodziła nam się siostra.
Rodzice dbali o nas i o to by niczego nam nie brakowało.


Tata bardzo dbał o naszą wiarę. Co Niedziela prowadził do Kościoła i razem z mamą uczył modlitwy.
Jednak ja nie zawsze lubiłam chodzić na Mszę, bardzo mnie nudziła, siedziałam myśląc tylko o tym kiedy się skończy. Kiedy szłam do Pierwszej Komunii Świętej bardziej byłam skupiona na prezentach niż samym wydarzeniu, które przecież jest tak ważne w życiu chrześcijanina. Na Mszy Świętej bardziej skupiłam się na tym gdzie stoją moi rodzice i jak ich znajdę po Mszy. Dziś bardzo żałuję mojego zachowania, ale wiem że byłam dzieckiem. Ważne że dziś wiem że wtedy największym prezentem jaki dostałam była możliwość przyjęcia Komunii Świętej po raz pierwszy i pełnego uczestnictwa w Eucharystii. Największym prezentem bo mam Go do dziś a innych prezentów jakie dostałam już albo ich nie ma albo są zniszczone a Boga którego wtedy przyjęłam po raz pierwszy mam do dziś. Długo nie docenialam tego, że mogę karmić się Komunią i Słowem, dziś to doceniam.