Kiedy byłam w drugiej klasie moja mama dostała zawału. Wtedy byłam zagrożona z chemii, koleżanka Ida która nie śmiała się ze mnie pomagała mi. Uczyła mnie chemii w moim pokoju .Wiedziałam że mama się zle czuje bo tak czuła sie od rana ale kiedy przez okno zobaczyłam ratownikow medycznych przestaraszylam sie. Wyjrzalam przez uchylone drzwi i usłyszałam tylko zdanie lekarza" pani ma zawał " przestraszyłam się, odprowadzilam kawałek koleżankę i czekałam tylko na informacje od taty który pojechał za mamą do szpitala. Czekałam by dowiedzieć się jak czuje sie mama. Wtedy zaczęłam być odpowiedzialna. Zaczęłam prać i pomagać babci która wtedy przyjechała by pomóc tacie w opiece nad nami. Mamy wtedy długo nie było w domu najpierw szpital później senatorium. Odwiedzaliśmy mame. Moje oceny sie polepszyly lubiłam mamie przynosić dobre oceny by była zadowolona by poczuła się lepiej i wróciła do nas. Po tym jak karetka zabrała mamę ja bardzo chciałam zostać ratownikiem medycznym, spodobała mi się praca ratowników, chciałam być jak oni.
Niedługo później zmarł mój dziadek był mi bardzo bliski. Lubiłam z nim żartować. Często się modlił, zabierał mnie do Kościoła. Modlił się często różańcem jednocześnie rozmawiając ze mną. Nigdy nie zapominał o Bogu. Śniadanie mogłam zjeść dopiero po porannej modlitwie, bardzo tego pilnował. Mówił mi o Bogu i dawał mi często świadectwo swojej wiary. Wtedy miałam bardzo trudny czas, było ciężko akceptować to wszystko ponieważ nie dzieliłam się tym z nikim. Radziłam sobie swoimi sposobami. Podczas wychowania fizycznego w szkole każdy mnie odrzucał, nie chciał do swojej drużyny. Nie mogłam dalej tego znosić to bolało więc złamałam specjalnie rękę by nie ćwiczyć i udało się. Byłam z tym sama poprostu sobie nie radziłam a modlitwa była wtedy dla mnie przymusem. Modliłam się bo mi kazano a nie dlatego że chciałam.
W następnym wpisie przeczytacie o tym jak wpłynęła na mnie ostatnia rozmowa z dziadkiem ...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz