Usłyszałam że w parafii ma być Seminarium Odnowy w Duchu Świętym i pomyślałam że może Duch Święty pomoże mi rozeznać. Chodziłam na spotkania coddziennie rozważaliśmy Słowo Boże. Miałam już trzy wspólnoty, codzienna Eucharystia i dalej było dla mnie mało. Zaczęłam myśleć nad przerwaniem nauki i wstąpieniem do zakonu.
W relacji z Panem Bogiem ważne było i jest zaufanie, ja powierzalam Jemu wszystkie moje troski i problemy bo wiedziałam że mi pomoże. Jezus przez swoją Śmierć Krzyżową i Zmartwychwstanie zesłał nam na ziemie Ducha Świętego. A dlaczego zesłał? Bo nas kocha i dotrzymuje danego słowa, dał również nam łaskę wiary, On nam ufa i my musimy mu zaufać.
Podczas tego Seminarium Odnowy Wiary ogłosiłam Jezusa Panem mojego życia i zapragnęłam aby to On przeprowadził mnie przez życie bo Jemu zaufałam. Na koniec Seminarium była modlitwa wstawiennicza bardzo sie bałam tej modlitwy widziałam jak większość osób upada a ja bałam się tego spoczynku. Kiedy Ksiądz modlił się nademna ja myślałam tylko o tym by nie upaść. Po modlitwie Ksiądz powiedział że nie upadłam bo nie potrzebowałam spoczynku. Pomyślałam wtedy że on czyta w myślach i troche mnie to przerażalo. Na którymś spotkaniu podszedł do mnie Ksiądz który już był w parafii i zajmował się młodzieżą i powiedział mi imię i nazwisko nowego Księdza który ma przyjść do parafii i najprawdopodobniej ma zajmować się tą wspólnota która powstała po Seminarium Odnowy Wiary. Od razu skojarzyłam że to ten Ksiądz który wtedy modlił się nademna i postanowiłam że napewno nigdy do niego do spowiedzi nie pójdę . Jednak Bóg miał inny plan. Ksiądz ten został opiekunem wspólnoty jaka powstała po Seminarium. Na jednej ze Mszy chciałam pójść do spowiedzi i postanowiłam że pójdę do Proboszcza bo w konfesjonale bo byłam pewna że to on siedzi w tym konfesjonale, zawsze tam spowiadał. Zapytałam dla pewności siostry czy tam siedzi Proboszcz ona do mnie że pewnie tak więc poszłam. Kiedy zaczęłam się spowiadac zza krat usłyszałam głos Księdza Józefa (bo tak się nazywał Ksiadz którego tak się bałam) chciałam wstać ale pomyślałam że to nie na miejscu więc dokończyłam spowiedź. Po spowiedzi było innaczej niż zwykle nie tylko lżej ale słowa które powiedział wtedy do mnie Ksiądz poruszyły mnie jak by przez tego Księdza sam Bóg do mnie mówił więc poprosiłam Księdza by został moim stałym spowiednikiem i sie zgodził. Rozmawiałam z nim, spowiadał mnie a później pomagał mi duchowo i w drodze rozeznawania powołania a także wtedy kiedy było mi ciężko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz