Przed maturą zaczęłam odczuwać bardzo mocno że chce oddać się Bogu cała bo nie potrafie już innaczej żyć, żyć bez Boga nie umiałam. Zmienił się proboszcz w parafii, który wcześniej był kapelanem w szpitalu i na jego pierwszym kazaniu usłyszałam jak porównuje szpital do Kościoła. Zrozumiałam wtedy że tak jak chorzy potrzebuja lekarza tak grzesznicy potrzebują Boga. Pomyślałam wtedy że może nie o takie leczenie chodzi że może nie ratownictwo medyczne a pomoc niewierzącym by uwierzyli i nie pierwsza pomoc a modlitwa. To było mega uczucie że Bóg potrzebuje mnie nie rozumiałam po co ja taka słaba Bogu ale podobało mi się to uczucie.
Byłam niedowiarkiem. Zaczęłam więc wystawiać Boga na próbę. Powiedziałam Bogu że jeżeli każdego dnia spotkam choć jedną Siostre Zakonna to pójdę do zakonu. Każdego dnia spotykałam Siostry Zakonne jadąc autobusem, idąc do szkoły ale pomyślałam że to przecież głupie, to proste że będę spotykać Siostry Zakonne na co dzień bo jest ich dużo. W mojej parafii obok której przechodziłam codziennie są Siostry Zakonne więc je spotykałam. Zdałam mature ale stchorzylam, nie poszłam do zakonu. Przez prace z niepełnosprawnymi którym pomagaliśmy stwierdziłam że pójdę na studium medyczne na terapie zajęciowa i tak zrobiłam. Pewnego dnia napisała do mnie pani która nam pomagała, wysyłala między innymi rzeczy dla tych dzieci z domu dziecka które odwiedzaliśmy. Napisała że moje nazwisko w jej języku oznacza wędkę i że to ja jestem tą wędkarką dusz dla Pana Jezusa. Znowu więc zaczęłam mieć wątpliwości i pytać. Będąc na studium zaczęłam czuć niedostatek czasu spędzanego z Bogiem. Byłam codziennie na Eucharystii miałam dwie wspólnoty i dalej mi czegoś brakowało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz